O mnie

Kim jestem? Pasjonatką Orientu, autorką powieści „Zaklinacz słów”, a także recenzji i tekstów literackich związanych z Orientem. Absolwentką filozofii i europeistyki, od dzieciństwa zafascynowaną tradycją literacką i sztuką kulinarną świata arabskiego. Dawno temu prowadziłam w Lublinie orientalną kawiarnię i palarnię fajek wodnych Cafe Aladdin, dziś fotografuję jedzenie i codzienne życie toczące się na arabskich ulicach.

Naprawdę mam na imię Monika, ale w sieci już od dawna pojawiam się jako Shirin Kader. Wszystko zaczęło się od książki wydanej w 2013 r. przez Wydawnictwo Lambook pod tym pseudonimem. Wraz z upływem czasu przylgnął do mnie tak mocno, że nie umiałabym już z niego zrezygnować. Dlaczego pseudonim? W dużym stopniu dlatego, by podkreślić swoją przynależność do świata Orientu, ale to niejedyny powód. Z czasem egzotycznie brzmiące imię i nazwisko stało się dla mnie tym, czym zasłona dla arabskich kobiet – gwarancją anonimowości i nieprzyciągania do siebie nadmiernej uwagi, tym bardziej, że w wirtualnym świecie coraz bardziej zacierają się granice prywatności.

„Mój Orient to sposób odczuwania, patrzenia na świat. Zawsze widziałam w tym słowie klucz do tajemnicy, szyfr, ukryte przesłanie, kierunek, w którym należy podążyć, samotną drogę na Wschód.”

Z Orientem związana jestem właściwie od zawsze. To coś więcej niż pasja, to styl życia, odwiedzane domy, poznawani ludzie, niekończące się rozmowy przy kawie lub herbacie i miejsca, do których wracam. To również kolory, smaki i zapachy, wspólne gotowanie egzotycznych potraw, przede wszystkim jednak to próba zrozumienia drugiego człowieka i wyjścia mu naprzeciw. Poruszanie się w dwóch odmiennych rzeczywistościach nauczyło mnie budowania między nimi mostów. Pierwszym stała się moja kawiarnia prowadzona przez ponad siedem lat w rodzinnym Lublinie. Drugim była książka, nawiązująca tematyką do arabskiej sztuki snucia opowieści. Kuchnia z Tysiąca i Jednej Nocy jest syntezą obu: powstała z tęsknoty za kawiarnią, za własnym miejscem, z którego musiałam zrezygnować w toku różnych zawirowań losu, a także z potrzeby szukania baśniowych elementów w zwykłej codzienności.

Kuchnia to miejsce szczególne, bez względu na kraj czy kulturę. Tam często toczą się najważniejsze rozmowy, zacieśniają się rodzinne więzi, powstają wspomnienia. Gotowanie to nie tylko forma troski o najbliższych, to także pasja tworzenia, odkrywania nowych smaków, pewien magiczny rytuał. Uwielbiam wymyślać najróżniejsze przepisy i tu, podobnie jak w innych sferach życia, moja wyobraźnia nie zna ograniczeń. Nie uznaję jednak żywności wysokoprzetworzonej, niezdrowej, o podejrzanym składzie. Choć nie stosuję żadnych szczególnych restrykcji, dążę do tego, by większość mojej diety stanowiły potrawy wegańskie. Najbliższa jest mi filozofia żywieniowa dwóch dietetyków – Joela Fuhrmana i Canan Karatay. Przygotowywane przeze mnie potrawy cechuje prostota, a także zamiłowanie do przypraw i orientalnych akcentów. W 2017 r. zaczęłam uczyć się fotografii kulinarnej, która okazała się ogromną lekcją pokory i cierpliwości. Nie poddałam się, zyskałam nową pasję i w chwili obecnej łączę to, co lubię najbardziej: pisanie ze sztuką kulinarną i z fotografowaniem.